Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pstryknięcia pod specjalnym nadzorem

Miałem ostatnio okazję zabawić przez chwilę w zimowej stolicy Polski. Tak przynajmniej niektórzy o niej mówią. Ponieważ nie była to jednak najwyraźniej odpowiedna pora roku Zakopane w niczym nie przypominało niestety szykownej metropolii, a raczej nosiło znamiona tandety i taniego kiczu. Chociaż, „tani” to chyba akurat nienajlepsze słowo, jakiego można użyć w kontekście naszej perły Podhala. Całe szczęście, że za robienie zdjęć nie trzeba tam jeszcze płacić. A przecież spokojnie by można i nie jest to wcale tak absurdalne jak mogłoby się wydawać. Bo wizerunek miejsca też przecież ma jakąś wartość. I chronią go prawa autorskie. Na przykład we Francji, aby publicznie pochwalić się fotografią podświetlonej nocą wieży Eiffla trzeba uzyskać specjalne płatne zezwolenie. Inaczej rozpowszechnianie takiego zdjęcia będzie nielegalne. W Polsce z kolei coś takiego nam nie grozi i swoje fotki spod Wielkiej Krokwi i Krupówek możecie publikować i udostępniać do woli. Nie jest to jednak wbrew pozorom...

Uśmiech w czarnym lustrze

Mona Lisa. Słynne płótno Leonarda da Vinci w paryskim Luwrze. Wielu jest takich, którzy próbują zgłębić tajemnicę tego najbardziej zagadkowego portretu w dziejach świata. Jedni piszą na jego temat książki. Drudzy dzielnie snują teorie spiskowe. A jeszcze inni postanowili go po prostu … ożywić. Być może słyszeliście już o dokonaniu programistów Samsunga, którzy za pomocą specjalnie opracowanej technologii dosłownie wprawili w ruch Monę Lisę. Zresztą nie tylko ją. Wyjątkowy algorytm wykorzystujący uczenie maszynowe może już teraz stworzyć animację twarzy praktycznie każdej osoby na podstawie zaledwie jednego zdjęcia lub obrazu. Sztuczna inteligencja analizując tysiące nagrań prawdziwych osób i nakładając na nie specjalne znaczniki jest w stanie przenieść ich ruch na postać, którą chcemy ożywić. W ten sposób wygenerowano już płynne i realistyczne animacje twarzy miedzy innymi Alberta Einsteina, Marilyn Monroe, Salvadora Dalego, czy właśnie Mony Lisy. Rys: Egor Zakharov  ...

Jak zostać posłem i nie zwariować - czyli Krakowski Parlament Młodzieży

Gdyby zapytać ludzi o ich wymarzony zawód, zapewne tylko nieliczni na pierwszym miejscu wskazali by parlamentarzystę. I nic dziwnego. W końcu to praca stresująca, żmudna i okrutnie niewdzięczna. Co jednak, gdybym powiedział, że właśnie w tym roku blisko setka licealistów z całego Krakowa postanowiła - ot tak - zostać posłami? Co prawda na razie tylko na kilka tygodni, ale kto wie co będzie dalej. Wszak, jak głosił pewien antyczny - nomem omen - polityk: „małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć”. Wiedzą coś o tym na pewno organizatorzy I Krakowskiego Parlamentu Młodzieży, którzy ze swoją inicjatywą startowali nader niepozornie. Ale po kolei. Fot: Aleksandra Piechota Wszystko zaczęło się bowiem tak naprawdę 3 lata temu od zwykłego szkolnego projektu na... przyrodę. Wtedy to garstka uczniów z II LO im. Jana III Sobieskiego w Krakowie wpadła na pomysł zorganizowania symulacji debaty parlamentarnej na kilka społecznie ważnych tematów. Małe zadanie na ocenę przeprowad...

Akta w sprawie ACTA

Cenzura prewencyjna i zagłada Internetu – krzyczą jedni. Ochrona interesu twórców i dostosowanie sieci do nowych czasów – wołają drudzy. Jak to ocenić? Czy to w ogóle możliwe? Pora w końcu wyciągnąć akta z szafy i dowiedzieć się o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Śledztwo to jednak trudne, bo oparte jedynie na nikłych poszlakach i wróżeniu z fusów. Jeśli mamy jednak na sali odważnych, zapraszam na ławę przysięgłych. Oskarżona ACTA 2 zajęła już właśnie swoje miejsce. Fot. Marcin Gadomski Na początek jednak garść niezbitych faktów. Do wysłuchania obu stron przejdziemy później. Bo skąd na przykład w ogóle taka nazwa - ACTA 2? Skoro to już wersja druga to kiedyś musiała być przecież i pierwsza. I była. W 2012 roku Unia Europejska próbowała przeforsować wprowadzenie w życie porozumienia ACTA – (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), czyli umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Wtedy się nie udało. Temat wywołał ogromne kontrowersje. Nowe przepisy spot...

Pani wymiary proszę - czyli, czy z flagą można umrzeć?

„Dlaczego tutaj nie widzę żadnej flagi? Dlaczego?” – krzyczał swego czasu rozpaczliwie pewien zatroskany losami ojczyzny patriota. Na szczęście wielkimi krokami zbliża się czas w którym wyjątkowo flaga będzie. A w każdym razie - być powinna. 2 maja już po raz piętnasty bowiem celebrujemy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. To szczególne święto, zmyślnie upchnięte między obchodami Święta Pracy, a rocznicą ustanowienia Konstytucji 3 Maja jest świetną okazją do zastanowienia się jak to właściwie z tą naszą flagą jest. Ale co tu drążyć – mógłby ktoś zapytać. Jaka flaga jest każdy widzi: biało-czerwona, prosta sprawa przecież. Do tego najłatwiejsza do odwzorowania ze wszystkich narodowych symboli świata, bo wystarczy nam czerwona kredka, biała kartka i już mamy to. No, otóż nie do końca. Bo żeby „flaga” faktycznie była flagą musi spełnić pewne bardzo precyzyjnie określone kryteria.       Fot. Jacek Bednarczyk/PAP Według ustawy z 1980 roku o godle, barwach i hymnie ...

Ostatni będą pierwszymi

Odkąd sięgam pamięcią w Polsce zawsze chcieliśmy być w czymś pierwsi. Ale tak jakoś nie bardzo wychodziło. Chrzest nawet Czesi przyjęli wcześniej od nas. Niby Kopernik coś tam pierwszy powiedział o jakimś heliocentryzmie, ale to się nie liczy bo przecież ziemia jest płaska. Prawie udało nam się z konstytucją, gdyby tylko nie wyprzedzili nas Ci wredni Amerykanie. A potem to było już tylko gorzej – w kosmosie przed nami była nawet sympatyczna, radziecka suczka Łajka, a Internetu wbrew obiegowej opinii nie wymyślił niestety Lech Wałęsa.  Na szczęście w końcu możemy odetchnąć z ulgą, bo oto wreszcie jest coś w czym nasza udręczona ojczyzna jest pierwsza: …odwołania od banów na Facebooku. A mówiąc konkretniej: Polska stała się pierwszym krajem, w którym zaczęła funkcjonować możliwość dodatkowego odwołania od decyzji Facebooka o zablokowaniu konta i umieszczonych na nim materiałów. „A po co, a komu to potrzebne?” - zapytałby ktoś teraz - „nikogo to nie zachwyca i nie interesuje”. No...

Kryzysowa narzeczona

Powiedzieć, że Polacy są podzielonym narodem to nic nie powiedzieć. Ale nawet my czasem potrafimy się zjednoczyć. Rzecz jasna głównie wtedy gdy dzieje się coś złego. Katastrofa w Smoleńsku, czy niedawny zamach na prezydenta Adamowicza pokazały to aż nader dobitnie. Dość powiedzieć, że śmierć Jana Pawła II na chwilę połączyła nawet zwaśnionych kibiców Wisły i Cracovii. No właśnie – kibiców. Gdyby każdy z nas angażował się w sprawy państwa i społeczeństwa tak mocno jak kibice w wspieranie swoich ukochanych drużyn, nasz kraj byłby zapewne zupełnie innym miejscem. A pewna historia, której świadkami byliśmy w ostatnich tygodniach naprawdę pokazała, że można. Że można zjednoczyć się, zmobilizować i razem dokonać cudu. Bo chyba tylko tak możemy powiedzieć o uratowaniu Wisły Kraków. Ale po kolei. Fot. Marcin Michta O tym że klub ma ogromne kłopoty finansowe i organizacyjne wiadomo było już od dawna. Zza kulis coraz częściej dochodziły pogłoski o ogromnych długach w spółce oraz o pow...