Przejdź do głównej zawartości

Posty

Honor wśród złodziei

Ludzie mają różne marzenia. Niektórzy chcieliby być sobą (wreszcie), niektórzy zrobić kiedyś 6 zer (bardzo proszę), a niektórzy być marynarzem (i mieć tatuaże). Dwie pierwsze rzeczy nie są może specjalnie łatwe do spełnienia, ale już taki marynarz – nie ma problemu. Możemy nawet od razu przeskoczyć o poziom wyżej i wcielić się w „marynarza na sterydach” – czyli pirata. By to zrobić wcale nie trzeba wyrabiać patentu sternika, szkolić się w szermierce ani piciu rumu. Nie trzeba też kupować sobie haka i papugi. Wystarczy jedynie nielegalnie pobrać parę plików z Internetu. Jak widać nie jest to trudne, bo według ostatnich szacunków mamy u nas w Polsce blisko 12 milionów takich śmiałków. 

Piractwo komputerowe – bo o nim dziś mowa – to zjawisko, którego skala (pomimo nieznacznych spadków w ostatnich latach) wciąż przytłacza. Piraci się dziś już nie tylko muzykę, filmy, czy gry komputerowe, ale i nawet prace akademickie. 46% używanego w naszym kraju oprogramowania pochodzi z nielegalnych źr…
Najnowsze posty

Wyborczy poradnik konsumenta

O czym najczęściej myślimy idąc na wybory? Zapewne o tym co zmieni się jeśli zamiast tej partii wybiorę tamtą druga. I czy mój głos w ogóle cokolwiek zmieni. Co jednak gdybyśmy zamiast - jak to mamy w zwyczaju - zastanawiać się NA KOGO głosować, pochylili się przez chwilę nad tym JAK głosujemy. W praktyce to nic trudnego. W takich wyborach do Sejmu stawiamy tylko na liście partyjnej jeden krzyżyk przy nazwisku odpowiadającego nam kandydata. I już, gotowe - obywatelski obowiązek spełniony. Łatwe? Oczywiste? Być może. Ale można to też ująć w inny sposób. Tak naprawdę właśnie zagłosowaliśmy według proporcjonalnej ordynacji wyborczej, a nasze głosy będą przeliczane metodą d’Hondta. Ten sam prosty krzyżyk na karcie do głosowania mógłby być rozpatrywany zupełnie inaczej gdybyśmy tylko zastosowali inny system wyborczy. Na przykład większościowy, taki jak w wyborach do Senatu. O co w tym wszystkim chodzi, co taka ordynacja wyborcza zmienia w praktyce i dlaczego niektórzy tak dużo mówią tu o …

Niebo wali nam się na głowy - czyli ostrzeżenia troskliwego Alertu

Jeżeli kiedyś w życiu by mi się nie poszczęściło i musiałbym zarabiać na chleb jako jasnowidz to moim pierwszym stwierdzeniem obok „pokaż mi swój dowód, a powiem Ci jak się nazywasz” byłoby „wiem od kogo niedawno dostałeś SMS-a”. I wbrew pozorom wcale nie musiałbym zaglądać wcześniej nikomu w telefon. Tak się po prostu składa, że w książce adresowej każdego Polaka jest taki jeden wspólny nadawca, który regularnie wysyła nam wszystkim wiadomości. Mowa oczywiście o tajemniczym „Alercie RCB”. 

Jeśli niektórzy z Was zastanawiali się kiedyś kim jest ten gagatek, czego od Was chce, a przede wszystkim skąd ma Wasz numer to uspokajam: to tylko Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Tak właśnie rozwija się bowiem zagadkowy skrót RCB, a słynne alerty to nic innego jak nowy system SMS-owego powiadamiania ludności o zagrożeniach. Większości z nas kojarzy się on przede wszystkim z ostrzeżeniami pogodowymi o bardzo silnym wietrze, jednak troskliwy alert w razie potrzeby poinformuje nas również miedzy inn…

Pstryknięcia pod specjalnym nadzorem

Miałem ostatnio okazję zabawić przez chwilę w zimowej stolicy Polski. Tak przynajmniej niektórzy o niej mówią. Ponieważ nie była to jednak najwyraźniej odpowiedna pora roku Zakopane w niczym nie przypominało niestety szykownej metropolii, a raczej nosiło znamiona tandety i taniego kiczu. Chociaż, „tani” to chyba akurat nienajlepsze słowo, jakiego można użyć w kontekście naszej perły Podhala. Całe szczęście, że za robienie zdjęć nie trzeba tam jeszcze płacić. A przecież spokojnie by można i nie jest to wcale tak absurdalne jak mogłoby się wydawać. Bo wizerunek miejsca też przecież ma jakąś wartość. I chronią go prawa autorskie. Na przykład we Francji, aby publicznie pochwalić się fotografią podświetlonej nocą wieży Eiffla trzeba uzyskać specjalne płatne zezwolenie. Inaczej rozpowszechnianie takiego zdjęcia będzie nielegalne. W Polsce z kolei coś takiego nam nie grozi i swoje fotki spod Wielkiej Krokwi i Krupówek możecie publikować i udostępniać do woli. Nie jest to jednak wbrew pozoro…

Uśmiech w czarnym lustrze

Mona Lisa. Słynne płótno Leonarda da Vinci w paryskim Luwrze. Wielu jest takich, którzy próbują zgłębić tajemnicę tego najbardziej zagadkowego portretu w dziejach świata. Jedni piszą na jego temat książki. Drudzy dzielnie snują teorie spiskowe. A jeszcze inni postanowili go po prostu … ożywić. Być może słyszeliście już o dokonaniu programistów Samsunga, którzy za pomocą specjalnie opracowanej technologii dosłownie wprawili w ruch Monę Lisę. Zresztą nie tylko ją. Wyjątkowy algorytm wykorzystujący uczenie maszynowe może już teraz stworzyć animację twarzy praktycznie każdej osoby na podstawie zaledwie jednego zdjęcia lub obrazu. Sztuczna inteligencja analizując tysiące nagrań prawdziwych osób i nakładając na nie specjalne znaczniki jest w stanie przenieść ich ruch na postać, którą chcemy ożywić. W ten sposób wygenerowano już płynne i realistyczne animacje twarzy miedzy innymi Alberta Einsteina, Marilyn Monroe, Salvadora Dalego, czy właśnie Mony Lisy.

To wszystko w oparciu o zaledwie jed…

Jak zostać posłem i nie zwariować - czyli Krakowski Parlament Młodzieży

Gdyby zapytać ludzi o ich wymarzony zawód, zapewne tylko nieliczni na pierwszym miejscu wskazali by parlamentarzystę. I nic dziwnego. W końcu to praca stresująca, żmudna i okrutnie niewdzięczna. Co jednak, gdybym powiedział, że właśnie w tym roku blisko setka licealistów z całego Krakowa postanowiła - ot tak - zostać posłami? Co prawda na razie tylko na kilka tygodni, ale kto wie co będzie dalej. Wszak, jak głosił pewien antyczny - nomem omen - polityk: „małe szanse są często początkiem wielkich przedsięwzięć”. Wiedzą coś o tym na pewno organizatorzy I Krakowskiego Parlamentu Młodzieży, którzy ze swoją inicjatywą startowali nader niepozornie. Ale po kolei.

Wszystko zaczęło się bowiem tak naprawdę 3 lata temu od zwykłego szkolnego projektu na... przyrodę. Wtedy to garstka uczniów z II LO im. Jana III Sobieskiego w Krakowie wpadła na pomysł zorganizowania symulacji debaty parlamentarnej na kilka społecznie ważnych tematów. Małe zadanie na ocenę przeprowadzane w ramach lekcji szybko wye…

Akta w sprawie ACTA

Cenzura prewencyjna i zagłada Internetu – krzyczą jedni. Ochrona interesu twórców i dostosowanie sieci do nowych czasów – wołają drudzy. Jak to ocenić? Czy to w ogóle możliwe? Pora w końcu wyciągnąć akta z szafy i dowiedzieć się o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Śledztwo to jednak trudne, bo oparte jedynie na nikłych poszlakach i wróżeniu z fusów. Jeśli mamy jednak na sali odważnych, zapraszam na ławę przysięgłych. Oskarżona ACTA 2 zajęła już właśnie swoje miejsce.

Na początek jednak garść niezbitych faktów. Do wysłuchania obu stron przejdziemy później. Bo skąd na przykład w ogóle taka nazwa - ACTA 2? Skoro to już wersja druga to kiedyś musiała być przecież i pierwsza. I była. W 2012 roku Unia Europejska próbowała przeforsować wprowadzenie w życie porozumienia ACTA – (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), czyli umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Wtedy się nie udało. Temat wywołał ogromne kontrowersje. Nowe przepisy spotkały się z masowymi protest…