Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nadzwyczajna sesja rady miasta w nadzwyczajnym „rygorze sanitarnym”

16 marca 2020 Przewodniczący Rady Miasta Krakowa D. Jaśkowiec na wniosek Prezydenta Miasta Krakowa J. Majchrowskiego podał informacje o zwołaniu na dzień 20 marca 2020r. nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Krakowa. Jak poinformował na swoim profilu na Facebooku D. Jaśkowiec „Sesja RMK odbędzie się w rygorze sanitarnym zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu zagrożenia epidemicznego[1]. […] Na sali obrad w obszarze zgromadzenia będzie mogło przebywać maksymalnie 50 osób.”[2] Ograniczenie to zostało dokładnie przekalkulowane dwa dni wcześniej, kiedy to Przewodniczący przewidując możliwość zwołania sesji nadzwyczajnej, również na swoim profilu stwierdził, że „Organizacja sesji nadzwyczajnej będzie poddana rygorom wynikającym z regulacji przyjętych przez Rząd RP, na sali obrad nie będzie mogło przebywać więcej niż 50 osób w tym 43 radnych, 5 pracowników obsługi, 2 referentów projektów uchwał. Osoby postronne nie będą wpuszcza…
Najnowsze posty

Matura w czasach zarazy

„Obyś żył w ciekawych czasach” – brzmi znane chińskie przekleństwo. Nie wiem czy za często kogoś tam ostatnio wyzywali czy nie, ale chyba im się spełniło. Bo czasy są nad wyraz … interesujące. Póki co rok 2020 niestrudzenie stara się zawalczyć o miano najgorszego roku w historii. I trudno nawet powiedzieć dlaczego. Może w ubiegłego Sylwestra potłukło się wyjątkowo dużo luster, a populacja czarnych kotów przebiegających drogę zanadto się zwiększyła? Może to jakieś zaległe plagi egipskie dopisane do Biblii drobnym druczkiem? A może, tak jak mówią niektórzy – zbyt dobra gra Liverpoolu rąbnęła jakiś błąd w matrixie i czasoprzestrzeń nam się załamała? Faktem jest, że ledwo uniknęliśmy wojny atomowej, a już mamy na karku pandemię. Paraliż wszystkiego jest niemal kompletny. Zamknięte kina, muzea i teatry. Odwołane wydarzenia masowe i zawieszone rozgrywki sportowe. Puste półki w sklepach i brak papieru toaletowego. Niedziałające przedszkola, szkoły i uczelnie wyższe. Sytuacja absolutnie bez …

Imię róży

Czymże jest nazwa? To co zwiemy różą pod inną nazwą również by pachniało. Tak w sztuce Szekspira Julia Kapulet przytomnie zauważa, że przyjmowane przez ludzi nazewnictwo może być w gruncie rzeczy kompletnie bez znaczenia. Dla niektórych jednak róża pod inną nazwą potrafi pachnieć już zupełnie inaczej. A czasem nawet i cuchnąć. Nie tak dawno głośno zrobiło się o sprawie 39-letniego Szweda Davida Linda, któremu rodzimy urząd stanu cywilnego odmówił zmiany imienia na Tottenham. Rozgoryczenie Szweda było tym większe, że kilka innych osób dostało wcześniej zgodę na używanie imienia Arsenal – na cześć innego londyńskiego klubu piłkarskiego. Poinformowano mnie – opowiadał Lind – że Tottenham nie ma nic wspólnego ze szwedzką kulturą i językiem, więc nie może być imieniem. A przecież w Szwecji jest wielu ludzi, którzy nazywają się dziwnie. Ktoś ma nawet na imię “Ziemniak”. Wygląda na to, że urzędnicy kibicują po prostu odwiecznemu rywalowi mojego klubu. Jak zakończyła się ta sprawa tego ostat…

Kto się boi zielonego listka?

Egzaminem dojrzałości zwykliśmy w naszym kraju nazywać maturę. Ale wraz z wkroczeniem w dorosłość wielu młodych ludzi przystępuje jeszcze do innego, niemniej trudnego egzaminu. W sumie to nawet o wiele trudniejszego. W końcu zdanie matury za pierwszym razem nie jest uznawane za jakieś specjalne osiągnięcie. A zdanie egzaminu na prawo jazdy już tak. Aby tryumfalnie wyjechać z ośrodka WORD z pozytywnym wynikiem trzeba się wiele napocić. 30 godzin kursu teoretycznego w ośrodku szkolenia kierowców i 30 godzin jazd po ulicach. Pomyślenie zdany egzamin teoretyczny (minimum 68 punktów na 74 możliwych) i dobrze przejechany egzamin praktyczny. Wcześniej jeszcze obowiązkowe badanie lekarskie i wyrobienie profilu kandydata na kierowcę w wydziale komunikacji. I jeszcze do tego towarzyszące wszystkiemu srogie opłaty. Łącznie za zdobycie prawka w optymistycznym wariancie przyjdzie nam wyłożyć jakieś 2 tysiące złotych. A jeśli wiele razy będziemy powtarzać egzamin to więcej, bo za każde kolejne pod…

Honor wśród złodziei

Ludzie mają różne marzenia. Niektórzy chcieliby być sobą (wreszcie), niektórzy zrobić kiedyś 6 zer (bardzo proszę), a niektórzy być marynarzem (i mieć tatuaże). Dwie pierwsze rzeczy nie są może specjalnie łatwe do spełnienia, ale już taki marynarz – nie ma problemu. Możemy nawet od razu przeskoczyć o poziom wyżej i wcielić się w „marynarza na sterydach” – czyli pirata. By to zrobić wcale nie trzeba wyrabiać patentu sternika, szkolić się w szermierce ani piciu rumu. Nie trzeba też kupować sobie haka i papugi. Wystarczy jedynie nielegalnie pobrać parę plików z Internetu. Jak widać nie jest to trudne, bo według ostatnich szacunków mamy u nas w Polsce blisko 12 milionów takich śmiałków. 

Piractwo komputerowe – bo o nim dziś mowa – to zjawisko, którego skala (pomimo nieznacznych spadków w ostatnich latach) wciąż przytłacza. Piraci się dziś już nie tylko muzykę, filmy, czy gry komputerowe, ale i nawet prace akademickie. 46% używanego w naszym kraju oprogramowania pochodzi z nielegalnych źr…

Wyborczy poradnik konsumenta

O czym najczęściej myślimy idąc na wybory? Zapewne o tym co zmieni się jeśli zamiast tej partii wybiorę tamtą druga. I czy mój głos w ogóle cokolwiek zmieni. Co jednak gdybyśmy zamiast - jak to mamy w zwyczaju - zastanawiać się NA KOGO głosować, pochylili się przez chwilę nad tym JAK głosujemy. W praktyce to nic trudnego. W takich wyborach do Sejmu stawiamy tylko na liście partyjnej jeden krzyżyk przy nazwisku odpowiadającego nam kandydata. I już, gotowe - obywatelski obowiązek spełniony. Łatwe? Oczywiste? Być może. Ale można to też ująć w inny sposób. Tak naprawdę właśnie zagłosowaliśmy według proporcjonalnej ordynacji wyborczej, a nasze głosy będą przeliczane metodą d’Hondta. Ten sam prosty krzyżyk na karcie do głosowania mógłby być rozpatrywany zupełnie inaczej gdybyśmy tylko zastosowali inny system wyborczy. Na przykład większościowy, taki jak w wyborach do Senatu. O co w tym wszystkim chodzi, co taka ordynacja wyborcza zmienia w praktyce i dlaczego niektórzy tak dużo mówią tu o …

Niebo wali nam się na głowy - czyli ostrzeżenia troskliwego Alertu

Jeżeli kiedyś w życiu by mi się nie poszczęściło i musiałbym zarabiać na chleb jako jasnowidz to moim pierwszym stwierdzeniem obok „pokaż mi swój dowód, a powiem Ci jak się nazywasz” byłoby „wiem od kogo niedawno dostałeś SMS-a”. I wbrew pozorom wcale nie musiałbym zaglądać wcześniej nikomu w telefon. Tak się po prostu składa, że w książce adresowej każdego Polaka jest taki jeden wspólny nadawca, który regularnie wysyła nam wszystkim wiadomości. Mowa oczywiście o tajemniczym „Alercie RCB”. 

Jeśli niektórzy z Was zastanawiali się kiedyś kim jest ten gagatek, czego od Was chce, a przede wszystkim skąd ma Wasz numer to uspokajam: to tylko Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Tak właśnie rozwija się bowiem zagadkowy skrót RCB, a słynne alerty to nic innego jak nowy system SMS-owego powiadamiania ludności o zagrożeniach. Większości z nas kojarzy się on przede wszystkim z ostrzeżeniami pogodowymi o bardzo silnym wietrze, jednak troskliwy alert w razie potrzeby poinformuje nas również miedzy inn…