Przejdź do głównej zawartości

Pani wymiary proszę - czyli, czy z flagą można umrzeć?

„Dlaczego tutaj nie widzę żadnej flagi? Dlaczego?” – krzyczał swego czasu rozpaczliwie pewien zatroskany losami ojczyzny patriota. Na szczęście wielkimi krokami zbliża się czas w którym wyjątkowo flaga będzie. A w każdym razie - być powinna. 2 maja już po raz piętnasty bowiem celebrujemy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. To szczególne święto, zmyślnie upchnięte między obchodami Święta Pracy, a rocznicą ustanowienia Konstytucji 3 Maja jest świetną okazją do zastanowienia się jak to właściwie z tą naszą flagą jest. Ale co tu drążyć – mógłby ktoś zapytać. Jaka flaga jest każdy widzi: biało-czerwona, prosta sprawa przecież. Do tego najłatwiejsza do odwzorowania ze wszystkich narodowych symboli świata, bo wystarczy nam czerwona kredka, biała kartka i już mamy to. No, otóż nie do końca. Bo żeby „flaga” faktycznie była flagą musi spełnić pewne bardzo precyzyjnie określone kryteria.
     
Podobny obraz
Fot. Jacek Bednarczyk/PAP
Według ustawy z 1980 roku o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych za flagę państwową uważany jest prostokątny płat tkaniny o barwach Rzeczypospolitej Polskiej i proporcji 5:8, umieszczony na maszcie lub drzewcu. Za drugą wersję flagi państwowej uznaje się także wariant z godłem, umieszczonym pośrodku białego pasa. Taka wersja polskiej flagi początkowo była używana na morzu jako bandera handlowa. Godło dodano w celu odróżnienia jej od biało-czerwonej flagi Międzynarodowego Kodu Sygnałowego, oznaczającej „Mam pilota na statku”. Obecnie flagi z godłem mogą używać jedynie polskie przedstawicielstwa i misje za granicą, kapitanaty i bosmanaty portów, lotniska i lądowiska cywilne oraz cywilne samoloty podczas lotów za granicą. Flaga z godłem jest także podnoszona na statkach morskich jako bandera (na wodach śródlądowych używa się już zwykłej wersji bez godła), a jej szczególna modyfikacja z wciętym po boku charakterystycznym trójkątem zwanym jaskółczym ogonem, jest oficjalną polską banderą wojenną. Mamy także specjalną odmianę flagi zwaną bannerem. Jest to po prostu pionowa wersja flagi o proporcjach od 1:4 do 1:8. Z reguły to, co na fladze jest na górze, na bannerze znajduje się po lewej stronie. W przypadku banneru w naszych narodowych barwach po lewej stronie jest to więc pionowy biały pas, po prawej zaś czerwony.

Bandera wojenna RP[a]
Polska bandera wojenna (Rys. MSWiA)
No dobrze, ale co z tej garści ciekawostek wynika dla zwykłego szarego obywatela? Ano to na przykład, że 2 maja w Dzień Flagi RP każdy z nas może do woli dać wyraz swojego patriotyzmu i dumnie wywiesić na oknie czy balkonie biało-czerwoną flagę – tyle, że bez godła, bo taka wersja jest zarezerwowana tylko dla wybranych. A jeśli ktoś w tym momencie już zdążył się zestresować i właśnie nerwowo zerka na swoją flagę, szukając na niej orzełka to warto, aby przy okazji upewnił się, czy tak w ogóle jest ona w dobrym stanie. Eksponowana publicznie flaga powinna być bowiem czysta, niepostrzępiona, a jej barwy nie mogą być wyblakłe. Jeśli nasz egzemplarz akurat taki nie jest, pod żadnym pozorem nie wolno go jednak - ot tak - po prostu wrzucić do kosza. Według Kodeksu Karnego znieważenie, niszczenie, uszkadzanie lub usuwanie flagi Polski to występek zagrożony karą grzywny, ograniczenia, lub pozbawienia wolności do roku. Aby uniknąć takich nieprzyjemności warto zastosować się do paru zaleceń, które możemy znaleźć choćby na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Najlepszym sposobem na godne pożegnanie się ze zniszczoną flagą jest według MSWiA, jej niepubliczne spalenie po uprzednim rozcięciu i rozdzieleniu barw. Ponadto flaga nigdy nie powinna dotknąć podłogi, ziemi, bruku lub wody. W czasie burzy, bądź bardzo silnego wiatru należy ją jak najszybciej schować. Flaga nie może służyć również jako nakrycie stołu lub opakowanie. Co ciekawe, można nią za to przykryć trumnę wybitnej, zasłużonej osoby. Układa się ją wtedy wzdłuż trumny tak, by biały pas znalazł się nad sercem zmarłego. Przy czym nawet najbardziej zasłużona postać nie weźmie flagi do grobu. Przed pochówkiem trzeba ją zdjąć i złożyć.

Znalezione obrazy dla zapytania flaga na trumnie
Fot. Marcin Bielecki/PAP
Zabronione jest także umieszczanie na fladze napisów i rysunków. Ale halo, czyżby oznaczało to w takim razie, że wszyscy kibice, którzy z upodobaniem wypisują na swoich biało-czerwonych akcesoriach nazwy miejscowość z których akurat przybyli na zawody sportowe są kryminalistami bezczeszczącymi flagi? Bez przesady. Żadne przepisy nie zostaną złamane dopóki swoimi flamastrami, farbami, czy sprejem będziemy malować tylko po barwach narodowych, nie zaś po fladze o konkretnej ustawowej proporcji 5:8. Barwy narodowe różnią się bowiem od flagi państwowej RP tym, że nie mają określonych proporcji i mogą być dowolnej długości i szerokości. To po prostu kolory – biel w odcieniu srebrnym (w heraldyce symbol czystości i niepokalania) i karmazynowa czerwień (symbol odwagi i waleczności), które są odwzorowaniem kolorystyki godła państwowego, czyli białego orła na czerwonym polu. 

Polscy kibice skoków narciarskich od lat tworzą niepowtarzalną atmosferę pod Wielką Krokwią w Zakopanem /MAREK DYBAS/REPORTER /East News
Fot. Marek Dybas/East News
Ogólnie, to jest tu trochę tak, jak ze starą geometryczną regułą z kwadratem i prostokątem - każda flaga zawiera barwy narodowe, ale nie każde barwy narodowe są flagą. A więc, jednym słowem znów wracamy do punktu wyjścia i tego, że niestety nie jest łatwo flagą być. Zwyczajnie wychodzi na to, że Dzień Flagi to święto dość ekskluzywne, bo na imprezę zostały zaproszone tylko biało-czerwone panie o zgrabnych wymiarach 5:8. Niech nas to jednak nie zniechęca – ja osobiście jestem wyrozumiały i uhonorowałbym wywieszeniem 2 maja nawet i te, które w myśl przepisów flagami nie są, bo trochę schudły, lub utyły. Nie o proporcje tu przecież chodzi, a o symbol. A symbol - jak sama nazwa wskazuje - może być symboliczny. Byleby tylko nie był brudny. Tego już akurat wybaczyć się nie da.

Łukasz Trzaska
Stowarzyszenie Demokracja w Praktyce

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tytuł za jeden uśmiech

Nie wiem, czy zauważyliście ale w naszym kraju cierpimy na niezwykłą, irracjonalną wręcz tytułomanię. Wprost uwielbiamy zwracać się do innych: panie kierowniku, prezesie, trenerze, redaktorze, ministrze, eminencjo, doktorze, czy profesorze w końcu. Tytuł przecież być musi, bo to podstawa porządku społecznego. U nas nie ma człowieka – jest tytuł, funkcja, stopień. Jaki tam pan Marek? To przecież nasz pan dyrektor jest. I tak dalej i dalej. Tyle, że niektórzy w tej swojej tytułologii zaszli już chyba jednak zbyt daleko. W jednej z szczecińskich szkół statut obowiązkowo nakazywał - uwaga - „zwracać się do nauczyciela używając zwrotu Pan/-i Profesor” oraz „pozdrawiać ukłonem wszystkich pracowników szkoły”. Po interwencji w miejscowym kuratorium przepisy błyskawicznie zostały zmienione, jednak niesmak pozostał.
Chociaż, czy aby na pewno „niesmak”? Bo z tym „profesorowaniem” w naszych kochanych oświatowych gmachach to różnie to bywa. O ile na wyższych uczelniach nikt nie ma już raczej prob…

Kryzysowa narzeczona

Powiedzieć, że Polacy są podzielonym narodem to nic nie powiedzieć. Ale nawet my czasem potrafimy się zjednoczyć. Rzecz jasna głównie wtedy gdy dzieje się coś złego. Katastrofa w Smoleńsku, czy niedawny zamach na prezydenta Adamowicza pokazały to aż nader dobitnie. Dość powiedzieć, że śmierć Jana Pawła II na chwilę połączyła nawet zwaśnionych kibiców Wisły i Cracovii. No właśnie – kibiców. Gdyby każdy z nas angażował się w sprawy państwa i społeczeństwa tak mocno jak kibice w wspieranie swoich ukochanych drużyn, nasz kraj byłby zapewne zupełnie innym miejscem. A pewna historia, której świadkami byliśmy w ostatnich tygodniach naprawdę pokazała, że można. Że można zjednoczyć się, zmobilizować i razem dokonać cudu. Bo chyba tylko tak możemy powiedzieć o uratowaniu Wisły Kraków. Ale po kolei.

O tym że klub ma ogromne kłopoty finansowe i organizacyjne wiadomo było już od dawna. Zza kulis coraz częściej dochodziły pogłoski o ogromnych długach w spółce oraz o powiązaniach zarządu z gangster…

Ostatni będą pierwszymi

Odkąd sięgam pamięcią w Polsce zawsze chcieliśmy być w czymś pierwsi. Ale tak jakoś nie bardzo wychodziło. Chrzest nawet Czesi przyjęli wcześniej od nas. Niby Kopernik coś tam pierwszy powiedział o jakimś heliocentryzmie, ale to się nie liczy bo przecież ziemia jest płaska. Prawie udało nam się z konstytucją, gdyby tylko nie wyprzedzili nas Ci wredni Amerykanie. A potem to było już tylko gorzej – w kosmosie przed nami była nawet sympatyczna, radziecka suczka Łajka, a Internetu wbrew obiegowej opinii nie wymyślił niestety Lech Wałęsa. 
Na szczęście w końcu możemy odetchnąć z ulgą, bo oto wreszcie jest coś w czym nasza udręczona ojczyzna jest pierwsza: …odwołania od banów na Facebooku. A mówiąc konkretniej: Polska stała się pierwszym krajem, w którym zaczęła funkcjonować możliwość dodatkowego odwołania od decyzji Facebooka o zablokowaniu konta i umieszczonych na nim materiałów. „A po co, a komu to potrzebne?” - zapytałby ktoś teraz - „nikogo to nie zachwyca i nie interesuje”. No, otóż …