Egzaminem dojrzałości zwykliśmy w naszym kraju nazywać maturę. Ale wraz z wkroczeniem w dorosłość wielu młodych ludzi przystępuje jeszcze do innego, niemniej trudnego egzaminu. W sumie to nawet o wiele trudniejszego. W końcu zdanie matury za pierwszym razem nie jest uznawane za jakieś specjalne osiągnięcie. A zdanie egzaminu na prawo jazdy już tak. Aby tryumfalnie wyjechać z ośrodka WORD z pozytywnym wynikiem trzeba się wiele napocić. 30 godzin kursu teoretycznego w ośrodku szkolenia kierowców i 30 godzin jazd po ulicach. Pomyślenie zdany egzamin teoretyczny (minimum 68 punktów na 74 możliwych) i dobrze przejechany egzamin praktyczny. Wcześniej jeszcze obowiązkowe badanie lekarskie i wyrobienie profilu kandydata na kierowcę w wydziale komunikacji. I jeszcze do tego towarzyszące wszystkiemu srogie opłaty. Łącznie za zdobycie prawka w optymistycznym wariancie przyjdzie nam wyłożyć jakieś 2 tysiące złotych. A jeśli wiele razy będziemy powtarzać egzamin to więcej, bo za każde kolejne podejście do egzaminu w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego zapłacimy odpowiednio 30 złotych za część teoretyczną i 140 złotych za część praktyczną (mowa tu oczywiście cały czas o najpopularniejszej kategorii B dla samochodów osobowych). Ale wreszcie nadchodzi ten dzień i jako świeżo upieczony kierowca odbieramy w końcu wyczekiwane przez nas prawo jazdy. Czy możemy już w spokoju odjechać w stronę zachodzącego słońca i cieszyć się jazdą? Teraz jeszcze tak. Ale już wkrótce nie będzie to takie proste.
![]() |
(fot. Archiwum Polskapresse) |
Wszystko za sprawą nowych przepisów, które mają wprowadzić tak zwany okres próbny dla młodych kierowców. „Mają wprowadzić” – bo póki co cały czas pozostają zawieszone i już od pięciu lat czekają na wejście w życie. Wcześniej miały być przepchnięte już półtora roku temu - w czerwcu 2018, ale odroczono je z uwagi na konieczność odpowiedniego przygotowania nowego systemu informatycznego Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Od tego czasu proponowane zmiany cały czas leża w szufladzie. Coraz więcej jednak wskazuje na to, że już niebawem będą nas dotyczyć. Co będzie to oznaczało dla młodych kierowców? Osoby, które po raz pierwszy uzyskały prawo jazdy kategorii B będą poddane szczególnemu nadzorowi czyli – okresowi próbnemu właśnie. Potrwa on dwa lata i będzie wiązał się z szeregiem obostrzeń. Po pierwsze – świeżo upieczony kierowca będzie bardzo dokładnie kontrolowany. Jeżeli zdarzy mu się popełnić dwa wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym, (np. kolizja drogowa, czy przekroczenie limitu prędkości o ponad 30km/h) okres próbny zostanie mu przedłużony o kolejne dwa lata. Jeżeli kierowca popełni natomiast trzy takie wykroczenia bezpowrotnie straci prawo jazdy i będzie zmuszony wyrabiać je zupełnie na nowo. Podczas okresu próbnego będzie więc znacznie łatwiej o utratę „prawka” niż w przypadku „normalnego” odebrania go za przekroczenie limitu 24 punktów karnych.
![]() |
(fot. Polska Press) |
To jednak nie koniec. Po drugie bowiem – młody kierowca będzie zobowiązany do wzięcia udziału w dodatkowym kursie doszkalającym. W okresie między 4 a 8 miesiącem od momentu uzyskania prawa jazdy będzie on musiał przejść szkolenie dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Część teoretyczna w WORD i praktyczna w Ośrodku Doskonalenia Techniki Jazdy. Odpowiednio 100 i 200 złotych opłaty. Po trzecie - młodych kierowców przez pierwsze 8 miesięcy okresu próbnego będą obowiązywały bardziej rygorystyczne ograniczenia prędkości. W obszarze zabudowanym nie będzie można przekraczać prędkości 50 km/h, a poza obszarem zabudowanym - 80 km/h. To o 10km/h mniej niż jest dozwolone normalnie. Największą różnicę kierowcy poczują jednak na autostradach, gdzie zamiast maksymalnie dopuszczalnych 140, będą mogli pojechać jedynie 100km/h. Skąd takie limity? Młodzi kierowcy z reguły nie mają absolutnie żadnego doświadczenia w jeździe z większą prędkością. Kursy na prawo jazdy w pierwszej kolejności przygotowują przede wszystkim do zdania egzaminu. A jako że autostrady i drogi szybkiego ruchu na egzaminie nie występują, to większość ośrodków szkolenia jazdę po autostradach zwyczajnie sobie odpuszcza. Nowy kierowca, wyjeżdzający na popularną A4, czy A2 jest więc nierzadko kompletnie zagubiony. Nadchodzące przepisy, ograniczając prędkość mają więc dać kierującym czas na oswojenie się nową sytuacja. Do tego dochodzi jeszcze zakaz podejmowania pracy zarobkowej jako kierowca przez pierwsze 8 miesięcy od dnia uzyskania prawa jazdy i - gwóźdź programu - obowiązkowe oznaczenie swojego auta symbolem zielonego liścia. Tak, tak – samochód prowadzony przez nowego kierowcę będzie specjalnie wyróżniany na wzór tych używanych przez szkoły jazdy. Tylko, że zamiast popularnej „elki” na dachu - nieco subtelniej - z przodu i z tyłu pojazdu ma być po prostu umieszczona okrągła biała nalepka z zielonym symbolem liścia klonowego.
![]() |
(rys. drif.net.pl) |
I oto całość zmian. Wystarczająco, by młodzi kierowcy, którzy już zaczynają, lub dopiero przymierzają się do zrobienia prawa jazdy - byli przerażeni. Listek nie jest może najstraszniejszy, chociaż i tu pojawiają się głosy o znakowaniu „świeżaków” i „kierujących drugiej kategorii”. Przede wszystkim chodzi jednak o masę nowych nakazów i ograniczeń. Ale policyjne statystyki pokazują, że zmiany są potrzebne. To osoby poniżej 25. roku życia mają największy udział w wypadkach. W 2018 roku aż 18,6% tragicznych zdarzeń na drogach było spowodowane przez grupę wiekową 18-24, a więc przez ludzi z najmniejszym doświadczeniem za kierownicą. Chociaż tak po prawdzie - pozostałe 81,4% stłuczek wciąż jednak powodują „starsi”. Dlatego jak już zmieniamy prawo i maglujemy nowych - weźmy się też za innych. Staremu wyjadaczowi - kierowcy z trzydziestoletnim stażem - zielony listek może i nie jest niepotrzebny. Ale badania lekarskie i dodatkowe kursy doszkalające o zmianach w kodeksie ruchu nawet i jemu nie zaszkodzą.
Łukasz Trzaska
Stowarzyszenie Demokracja w Praktyce
Komentarze
Prześlij komentarz